diwrad blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2012

Dziennik Pokładowy admirała Ikatori 13. 00. 00/ przeddzień ręcznego dokowania na Betelgezie; odwrócony agent

Wieczorem, po kilkukrotnych manewrach w czasie, doświadczyłem w swojej głowie czegoś na kształt wystrzelenia i rozkręcenia szyszki, jakby każdy z jej płatków wieńczył pręcik zakończony kulką i zalało mnie dobrze znajome światło. Wydarzenie to nieco mnie zaskoczyło, bowiem dopiero co wytracałem pęd wcześniejszych manewrów i można powiedzieć, że właśnie delikatnie osadzałem dupę (pardon, rufę). Nie spodziewałem się więc doświadczenia tak znienacka wstrząsającego i druzgocącego, jako, że przywykłem już do przeczesywania nastroszonych wąsów tygrysa.

Warto odnotować tutaj dwa fakty o bieżącym znaczeniu. Trzy dni wcześniej zasięgałem ostatecznej porady wyroczni Mo i faktycznie, moje pożądanie znaczył łagodny wietrzyk niebiańskiego ogrodu, który kwiecił zmysły rozkoszą błogości, co uznałem za kondycję optymalną do lądowania. Mniej więcej w tym samym czasie, hologram mojej małżonki Okinaki oznajmił mi (urządzenie działało z usterką i głosem Okinaki mówiła Lady Makbet z filmu Kurosawy), że całą noc straszliwie krzyczałem, czego w ogóle sobie nie przypominam. Rano zaś odkryłem promieniste i czerwone ślady wokół pępka, który ponadto mnie bolał i był percepcyjnie mocno uwrażliwiony. Jest to o tyle istotne, że podczas manewrów ewidentnie wpadłem do króliczej nory, co poświadczył mój odwrócony cień i od tamtego momentu dokonałem dwukrotnego odwrócenia w przyspieszeniu, nie bez konieczności przerobienia karmicznych złogów, które wypełniły mój statek różnym śmieciem. Ale humor mi dopisywał i cieszyłem się na spotkanie z Okinaki (co prawda dopiero po przyszłym powrocie).

Tymczasem ta piekielna szyszka dokonała całkowitego przewartościowania moich skal i najprawdopodobniej uległem chwilowemu reprogramowaniu za sprawą jakiegoś chama… A oto czego doświadczyłem. Poczułem całkowity brak pożądania i ogarnął mnie ogromnie lekki ciężar smutku. Myślałem dwutorowo. Po pierwsze, uznałem, że to wszystko dalej nie ma żadnego sensu, bo nie czuję niczego innego poza spokojem i w tym stanie w ogóle nie da się myśleć o Okinaki, o której przecież niezmiennie myślałem. Po drugie, dotarło do mnie, że czeka mnie trud przekazania ludzkości informacji, że w istocie nie ma się z czego cieszyć, bo niczego innego nie ma, a wszystko inne jest zaprogramowanym złudzeniem. I niby jak miałbym to powiedzieć? Zapomniałem też o guziku bezpieczeństwa, który walał się pomiędzy śmieciami w postaci kapsla od soku „Frugo”. I tak właśnie potraktował mnie ten Inteligentny System po tylu latach pracy w jego flocie… Wtedy poczułem w sobie coś na kształt rozpaczy i chwyciłem się próby ponownego „zakręcenia szyszki”, wychodząc z skądinąd słusznego założenia, że jeśli coś się odkręciło, to można to z powrotem zakręcić… Rezultat był wątpliwy, bo wyraźnie zdefiniowałem w swojej głowie przyczynę tej rozterki, którą okazał się krążący w niej błędny elektron (niemal przeszedłem do matematycznych obliczeń), co przynajmniej wyjaśniło odkrytą później pomyłkę, jako że zmierzałem z misją początkową na białego karła, a zadokowałem na Betelgezie…

Chcąc nie chcąc, postanowiłem więc trochę odpocząć, choć całkiem byłem wypoczęty i niby zadowolony. Zrezygnowany ułożyłem się do snu i dobrze się stało, bo choć samego snu nie pamiętam, to przebudzenie kopnęło mnie jego dynamiczną końcówką. Wstałem już lekki zapomnianą troską i wtedy, w obecności dobrego przyjaciela i całkiem chudego, złośliwego jegomościa w czarnej wężowej skórze, którego mam za pan brat, wychwyciłem końcówkę dialogu zwieńczonego jakże zasłużonym kopniakiem w tyłek.

„No to która: druga czy trzecia? (Wahanie z mojej strony, z rozmarudzonym akcentem na „no nie wiem”) A więc Wielka Matka! (kopniak z domysłem „do roboty”). ”

Nie było wyjścia… Ubrałem się bez zwłoki i zadokowałem lekko uszkodzony statek. A potem wybrałem tryb półautomatyczny i poszedłem zrobić sobie sadzone jajko, nasłuchując lewym uchem dobiegającego mnie szczęku pracujących maszyn…

*dla zajadłych fanów swoich programów

„Tak to jest, czasu nie ma a włosy rosną.”

Pani fryzjerka (zodiakalna Waga)


  • RSS