diwrad blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2017

Bz9bxWHIcAAfm-F.png large

Jemu włócznia bok, jej
serce. Przebiła ich Lindsay
w ekstazie. Pokrętne podobieństwa
złotej proporcji, epikurejska pościel
Uczty filozofów. W daktyloskopii
ślady spermy, rozlanego wina
zdławiony okrzyk. Skąpstwo Michała
Anioła, psychoza Gaudiego pomiędzy
mistyką prawosławia Szestowa. I linia
prosta Kandinskiego. Estetyka zawodzi,
po owocach ich poznacie. W Kanie
puste tykwy, weselnikom zabrakło
wody na kaca.

memka

Brak komentarzy

g9gggggggg

Pamięci Taya

 

19 lipca rzekomo popsuła się dojarka praniczna, co zostało wykryte w indeksie zaksięgowanego poboru. Jako starszy inspektor nadzoru kontroli, któremu podlega kwartał standardowych sześcianów dla biedoty, zostałem oddelegowany do sporządzenia raportu i ustalenia przyczyny potencjalnej straty. W powietrzu wisiało jakieś niedomówienie, coś się snuło półgębkiem i wykrętem pomiędzy wyższymi urzędnikami, pojawiło się nawet kilku niemrawych inżynierów z magazynów gromadzenia i przetwarzania, należących do lokalnej placówki koncernu Chimeal. Dobiegało do mnie ich niezadowolone pomrukiwanie pod nosem, zdawkowe komentarze typu „Najwyższy czas wymienić cały ten złom”, albo „Przerdzewiałe przewody i stare kapsuły”. Ogólnie atmosfera była nie najlepsza, ale w irytacji dało się też wyczuć dziwny podtekst tajemniczości tudzież niejasności.
Przystąpiłem do rutynowych działań określonych procedurą. Na początku należało sprawdzić hermetyczność pojedynczego sześcianu i ustalić, czy nie doszło do jakiejś pomyłki w zapisach z utylizowanych trucheł. Na jeden sześcian przypada zwykle dwóch lokatorów(albo para), a jeśli jeden z nich jest w wieku postreprodukcyjnym, to podczas fazy natężenia stymulacji fal mózgowych często następuje zachwianie metabolizmu hormonalnego, co skutkuje ostatecznym wyssaniem. Skanery dojarek tego nie pokazują – to właśnie ten złom techników w ich kolokwializmie – a zautomatyzowany sześcian uruchamia program oczyszczania inicjowany przez dojarkę, gdy zapis wartości funkcji życiowych oscyluje na granicy wykrywalności. Stwarza to podwójny problem, bo raz, że dojarka „gubi na styku” zapis z jakości i dwa, że dojenie w stymulacji obniża potencjał wytwórczy funkcji, bo redukuje go doświadczana przyjemność z fal theta. Jednym słowem jednak złom. Sześcian aktywuje odbytnicę, maszynowe jelito wsysa truchło na rozbiór i już. Proces kończy kilka puszek karmy dla psów i wysokoenergetycznych żelków żywieniowych z przyszłego zaopatrzenia dla lokatorów sześcianu. Gdyby rzecz tyczyła pełnoprawnych obywateli klas niższych, koncern musiałby się liczyć przynajmniej z możliwością zbiorowego pozwu od krewnych poszkodowanych konsumentów, a tak są tylko odpisy od ubezpieczeń, tzw. „peasantowe” i wszystko zostaje w firmie. Ale to dopiero początek konieczności moich żmudnych poszukiwań. Po sześcianie dojarki, potem przesył, pasy transmisyjne, redystrybucja… A przede wszystkim programy wirtualnych projekcji, które decydują o rzeczywistości doświadczanej przez lokatorów sześcianów. Tutaj akurat wysiłek nie jest przesadny, bo pakiety dla biedoty są podstawowe i służą wyłącznie do podtrzymania minimalnej postaci życiowej iluzji potrzebnej do wydojenia. Niewiele więcej ponad telewizję, sieć i elektromagnetyczne matryce behawioru. Postanowiłem najpierw wypić kawę. Dotknąłem kciukiem czujnika automatu, ale głupie pudło zaczęło rzęzić. Pech chciał, że rano skaleczyłem się w palec, więc chwilowo mój chip był bezużyteczny. Rozejrzałem się z nadzieją, że ujrzę jakąś pomocną dłoń, która zafunduje mi kawę. Przeciwdepresyjne światło emitowane przez sufitowe panele oświetlało pusty korytarz, ściany boksów wytłumiały dźwięki. Cicho i pusto. Już miałem wrócić do boksu, kiedy na końcu długiego korytarza pojawiła się kobieta w czerwonym kostiumie. Podeszła rozkołysanym krokiem modelki z wybiegu i patrząc na mnie lekceważąco, podała mi płaskie pudełko przesyłki wewnętrznej poczty. Miała wściekle rude włosy, imponujące czerwone paznokcie rasowego drapieżnika  i była jedną z tych seksualnych bogiń na stanowisku sekretarki, której podstawowe wynagrodzenie zaczyna się od sześciokrotności mojej pensji, bo jest seksualną boginią. Żuła z ostentacyjną arogancją luszową gumę, jeden z popularnych preparatów Chimealu. Odeszła bez słowa i pokwitowania. Dzięki za kawę, pomyślałem.
Wróciłem do sterylnego boksu z aranżacją w stylu zen i rozpakowałem przesyłkę. Płaski tablet pocztowy. Otworzyłem plik. Punkt pierwszy: daj sobie spokój żałosny nieudaczniku i tak nie dostaniesz podwyżki. Punkt drugi: odnotowano duży wyciek luszu na czarny rynek, powiesz nam dlaczego. Punkt trzeci: Dyrektor średniego szczebla menedżmentu Chimeala ma paranoję, więc olej dojarki i szukaj masońskich Orionitów, bo satelity w posiadaniu firmy zarejestrowały wahnięcia przebiegunowania pola magnetycznego Ziemi. Punkt czwarty: prognozowany kurs akcji podpowiada spadek wyceny wartości luszu, to twoja wina. Miłego dnia, pierdol się. Westchnąłem i wybrałem rutynę łatwizny korporacyjnego audytu. Lusz, czyli ostateczny produkt z pranicznych dojarek ma wiele zastosowań. Od medycyny aeternicznej, przez estetyczną, przemysł żywieniowy, aż po gospodarkę energetyczną i technologie informatyczne, w których lusz wykorzystuje się do kwantowego bitowania informacji, jak chociażby przy produkcji matryc behawioru. Co tu dużo mówić, lusz jest wiodącym motywem ekonomii, a monopolizacja pozyskiwania i produkcji luszu na rzecz korporacji wytworzyła konflikt pomiędzy biznesem i rządowymi agendami, co w sprzyjających lukach kodeksów globalnego prawa generowało brudne interesy wywiadów, przepychanki i wojny pod auspicjami powielanych niczym odbitki ksero precedensów i takie tam. Upchnąć w tym potencjalną stratę z indeksu dla nieznaczącego,  źle wynagradzanego acz doświadczonego inspektora, anonimowej komórki w cielsku korporacji, to było jak przetarcie kurzu. Rozejrzałem się po wnętrzu „zen” boksu i starłem kurz z lustra. Przecież nie ma żadnego lustra, pomyślałem.
W domu zjadłem chińską zupkę Chimeala, której wartość odżywcza była znikoma, ale luszowy komponent dawał efekt zbliżony do małej dawki kwasu lizergowego i usiadłem przed standardowym zestawem cyberozrywki. Moją jedyną dumą był panel główny, zaprojektowany przez snobistycznie niszową firmę dizajnerską, która wypuszczała limitowane serie wzorowane na produktach na indywidualne zamówienie. Cieszył więc moje oko i dłonie stary interfejs z chromowaną obudową klawiatury i licznymi dodatkami z imitacji hebanowego drewna w kolorze wiśniowym. To był chyba jedyny element w moim życiu, który mógł podpowiedzieć estetyczne zamiłowanie do drobnych próżnostek. Resztę meblowała skandynawskim minimalizmem permutacja przedpotopowej Matki Ikea i to był mój ukłon w stronę dyscypliny, płynący z zamiłowania do ascezy wczesnochrześcijańskich mistyków i doktorów Kościoła. Darowałem sobie pseudostrategiczną naparzankę w Iraku(nie mogłem przeskoczyć stopnia pułkownika, a jej trójwymiar wzmacniał u mnie agorafobię), luszowe przedsiębiorstwo z pakietu edukacyjnego dla dzieci, które zaspamował pracownikom Chimeal i przeszedłem od razu do czarnych stron potrójnie szyfrowanego głębokiego internetu, aktywując dla wygody aplikację trójwymiarowego pałacu pamięci. U mnie było to wnętrze biblioteki Trinity College, przerobione przez grafika na skrzyżowanie z ludnym centrum galerii handlowej. Usiadłem w kawiarni, obserwowałem mrowie animowanych ludzi i przeglądałem informacje wyświetlane na blacie stolika. Kawę zrobiłem sobie sam w tradycyjnej filiżance czyli kubku, bo nie lubiłem dodatków wrażeniowych z aplikacji. Moją uwagę przykuł komunikat na blacie monitora: Mówczyni motywacyjna poszukiwana za trzykrotne zabójstwo. Zazwyczaj ignoruję informacje z tabloidów, które tworzą wokół mnie ściany tekstów w komiksowym wydaniu i rychło przechodzą w nachalna reklamę kontekstową, ale tę informację miałem pod palcem i ilustrowało ją zdjęcie kobiety, która wręczyła mi pocztę w pracy. Zrobiłem zrzut do skali 1:1 i wpatrzyłem się w trójwymiarową animację . Nie było wątpliwości, to ta sama kobieta. Przyswoiłem tekst. Był jeszcze dziwniejszy. Informował o zabiciu trzech agentów Interpolu na lotnisku podczas odprawy. Zginęli w strzelaninie, zastrzeliła ich ta kobieta. Kiedy zacząłem czytać notkę o jej sylwetce zawodowej, tekst przeskoczył w zakodowane pasmo i wyświetlił polecenie: Przejdź do katalogów, spotkamy się przy Senece. Po chwili przeskoczył ponownie i dodał poprawkę: Przy Spinozie. Ruszyłem, nigdzie się nie ruszając. Ale wtedy właśnie zadzwonił dzwonek domofonu. Ruszyłem do drzwi w miękkich papuciach, sunąc po syntetycznym parkiecie. Tym razem też żuła luszową gumę i bez słowa podała mi przesyłkę. Nawet nie zdążyłem czegoś powiedzieć. Po prostu odwróciła się i sobie poszła. Odpakowałem paczkę w innym niż zazwyczaj opakowaniu. Ewidentnie był to popis japońszczyzny dla usług pocztowych. Wyszukana surowizna tekturowej faktury i jakiś emblemat ideogramu rodem z Mangi. Wewnątrz był standardowy tablet pocztowy, a oprócz tego płaskie, jak sprasowane, origami, którego koncepcja nic mi nie mówiła. Otworzyłem pliki. Była to bardzo długa i zawiła prawnie umowa ubezpieczeniowa, zapełniona po brzegi zwyczajowymi sformułowaniami: Klient ceduje prawa ograniczonej podmiotowości…  Obsługa minimum gwarantowanego przez ubezpieczyciela… Pakiet psychometryczny… koszt w poczet zysku na mocy ustawy o ograniczonej podmiotowości… ustępy, paragrafy, artykuły itp.itd. Byłem cokolwiek zmęczony i senny, nie chciało mi się myśleć, w ogóle nic mi się nie chciało… Zrezygnowałem z prysznica, umyłem zęby, wypiłem szklankę wody, założyłem piżamę i położyłem się spać.
Śniło mi się, że siedzę w fotelu, a przede mną stoi ta kobieta w czerwonym kostiumie. I powoli się rozbiera. Patrzyłem złakniony, ale przeszkadzał mi jakiś straszliwy rumor za oknem. Huk, hałas, jakby po ulicy stąpał jakiś ogromny robot i miażdżył domy i samochody. Kobieta stała już tylko w bieliźnie. A ja miałem nad głową dziwaczne i archaiczne oprzyrządowanie, coś co przypominało starą fryzjerską suszarkę do włosów, tylko wielkości połowy pokoju i podwieszoną nad głową. Maszyna brzęczała i zgrzytała, kobieta zdejmowała bieliznę, mnie robiło się coraz przyjemniej i przyjemniej, aż w końcu odpłynąłem w fale seksualnej rozkoszy. Potem w podłodze otworzył się taki otwór, który przypominał migawkę aparatu fotograficznego i znalazłem się w czerwonym, gęstym pomidorowym sosie, uświadamiając sobie, że jestem zapuszkowaną szprotką…  Obudziłem się w poczuciu zdziwienia, ale rześki, wypoczęty i radosny. Godzinę później byłem już w pracy.
Nie mogłem się jednak skupić i cały czas myślałem o tej kobiecie. W końcu porzuciłem fikcję bumelowania i zalogowałem się do swojego pałacu pamięci. Przejrzałem wiadomości. Robiło się coraz dziwniej. Niby była poszukiwana, ale była też w bardzo wielu reklamach natywnych, wkomponowana w teksty krótkim prezentacjami swoich mów motywacyjnych. Temat był ten sam: Boks: Ostatnia projekcja podświadomości. Filmy były porwane cenzurą, teksty znikały w zakodowanych pasmach. Nawet w głębokim internecie widać było pospieszną acz staranną pracę policyjnych informatyków. W końcu zniechęcony zdjąłem sieciowe okulary i poszedłem zjeść obiad w stołówce.
Zdziwiło mnie, że stołówka była pusta. Nie zdziwił mnie widok znajomej już z widzenia i jak zwykle żującej luszową gumę dziewczyny. Położyła paczkę obok zestawu obiadowego i odeszła bez słowa. Tym razem były to okulary. Założyłem. Znalazłem się w gabinecie, przede mną siedziała kobieta w czerwonym kostiumie. Skrzyżowała swoje oszałamiające nogi i przedstawiła się krótko.
- Jestem psychologiem zatrudnionym przez korporację Chimeal. Jak pan się czuje? – oznajmiła bez powitania.
- Myślałem, że jest pani mówcą motywacyjnym – odpowiedziałem zaskoczony.
- Czasami prowadzę szkolenia, ale rzadko poza firmą – padło skąpe wyjaśnienie.
- I że jest pani poszukiwana za trzykrotne morderstwo – dodałem wciąż zdumiony.
- Ach, tak – jakby potwierdziła. – Powinnam z panem o tym porozmawiać. Proszę mi powiedzieć, czy jestem obiektem pana fantazji seksualnych? – Zapytała całkiem obojętnie i włożyła sobie do buzi świeżą gumę luszową. Zatkało mnie, więc milczałem.
- Bo widzi pan – powiedziała z westchnieniem – umowa z ubezpieczycielem, w tym wypadku również z pana pracodawcą, to kontrakt ściśle precyzujący warunki scenariusza ostatniej projekcji podczas fazy natężonej stymulacji. W pana pakiecie jest uposażenie standardowej matrycy behawioru, jaka przynależy do pana sytuacji prawnej. Ale stymulacja w polach siatki elektromagnetycznej, z uwagi na pana prawną podstawę, jest niskiej jakości i pozostawia wiele do życzenia. Nie rozwodząc się nad tym, był pan zdany na socjalne zakontraktowanie wiązek laserowych, które wyznaczają pole siatki. W związku z tym w projekcji mogą się pojawiać ubytki związane z niską jakością użytej techniki. To powoduje nakładanie się na siebie treści psychicznych. Zapewne fantazjował pan o jednej z sekretarek, co uwzględniła psychometria, ale tłumiona frustracja zaciążyła wyłonieniem fantazji o morderstwach. To, że ze sobą rozmawiamy też jest wynikiem konieczności dopełnienia formalności wymogów kontraktu, nim pana truchło zostanie zutylizowane. Jest mi oczywiście z tego powodu przykro, ale sam pan rozumie, że nie można uniknąć podobnych błędów, bo asortyment techniki na tym poziomie po prostu zawodzi – zakończyła beznamiętnie.
- Ale pani mówi przecież o mojej pracy – odparłem w otumanieniu.
- Owszem, ale w wirtualnej supozycji. Taka była pana postać pakietu życiowej iluzji, gwarantowana na mocy umowy opieki socjalnej z firmą Chimeal, w wyniku której był pan użytkownikiem wirtualnych testów Chimeala, co z kolei zagwarantowało panu kontrakt z ubezpieczycielem. Innymi słowy, był pan wirtualnym graczem w zamian za podstawowy pakiet usług. To standardowa procedura prawna dla osób o pana statusie, czyli biedoty z sześcianów…
Zdjęłam okulary i przetarłam powieki. Sięgnęłam po świeżą gumę luszową. To była trudna procedura, a jeszcze trzeba było napisać raport. Sprawdziłam zapis z utylizacji truchła i potwierdziłam indeks ze skanerów dojarki. Wszystko było w porządku. Mogłam zrobić sobie chwilę przerwy i wypić kawę. Wyszłam na korytarz oświetlony przeciwdepresyjnymi panelami. Rano zacięłam się w palec, więc automat nie mógł odczytać chipu. Na końcu długiego korytarza stał szczupły i niepozorny mężczyzna w czarnym garniturze. Wygląda jak jeden z tych agentów Interpolu na lotniskach, pomyślałam. Podszedł do mnie szybkim krokiem i podał mi płaski pakunek wewnętrznej poczty, a potem odszedł bez słowa. Machinalnie poprawiłam swój czerwony kostium nieco zaskoczona, że nie wywarłam na nim żadnego wrażenia. Zwykle mężczyźni głupieli na mój widok. Wróciłam do boksu i zaczęłam rozpakowywać przesyłkę. Ale coś nie dawało mi spokoju, dziwne wrażenie, że twarz tego mężczyzny była mi znajoma. W zasadzie mogłabym przysiąc, że gdzieś go musiałam niedawno widzieć…

0
Noe wypuścił gołębie. To skomplikowana procedura, kiedy ląd ma konsystencję komórek glejowych, a ich funkcja odżywcza sprowadza się do wartości ptasiej kupki. Arka, ta mała klatka, indywidualna nisza, dysfunkcjonalnie ewoluujący twór architektury neuronalnej poddany bezbrzeżnemu potopowi. Gdyby przynajmniej czas upływał normalnie, ale jego władza skurczyła się do pędu. Przyspieszenie, przyspieszenie, podszeptywali niegdyś majańscy astronomowie. Kupka. Istota bezbrzeżnej ignorancji. Terrorystyczny zamach samostanowienia ameby. Biologia przeliczona na semantyczną wartość operacyjnej wtórności ludzkiego odwłoka. Serwituty wymarłych pojęć plus syntetyczny koncentrat ideologicznego spulchniacza, zapakowany w zestawie śniadaniowym z dodatkiem zabawki w prezencie. Poproszę dużego Thomasa Pikietty’ego z Pinkerem i memetyczny shake Haidt’a. Byle bez modyfikowanej genetycznie soi, głównego wroga świadomości ekologicznej, która procentuje w tyle głowy rozmnożeniem czynników powstawania komórek rakowych i godzi w autonomię samoświadomości wolnej od zawirusowania jej kulturowej podstawy. W telefonie na kartę? Poproszę. Oferta z promocji od Roberta Lewandowskiego.

Fantomimika. Wirtualnie wygenerowana płaszczyzna imaginacji dla neuronowego sprzężenia zwrotnego. Kapturek sensoryczny. Po drugiej stronie porno modelka wzbogaca doświadczenie, jej ruchy i aktywność przenosi elektronicznie zapisany i elektrycznie przetworzony sygnał. W ilu pokojach stron mieszkasz? M4, gdzie (p) jest funkcją przyrostu masy z równania Einsteina. I rzekł Jezus: Niechaj nie wie prawica twoja (prawa półkula), co czyni lewica twoja (lewa półkula). Tymczasem śledź siebie poprzez projekcję. Spoidło wielkie w monitorze. Ciało modzelowate absolutne. Corpus callosum ostatecznej wyroczni. Sąd i zmartwychwstanie. Zamarynowany mentalnie wiatr słoneczny, przeliczony na bit informacji w logice trojana. Masaż porno modelki, neuronową architekturę Gaudiego. By.

Wyewoluować z potopu. W nową wypustkę pleromy w mielinowej osłonce neuronu. Niewyerodowany z odtworzenia. Powielony ze wzoru. Usystematyzowany w logicznym ciągu zborności odruchu. Uszeregowany do chemicznej procedury aminokwasu. Skorelowany z ruchów Browna. Zapisany w powtarzalności pląsawicy Huntingtona do telefonicznego numeru. Biegły w matriksowym micie popkultury. Cyfrokrata zbuntowany.

Tymczasem. Sterylność czystości procesu ropieje. Wysublimowana efemeryda zapachowej cząsteczki ulatuje z kupy gnoju. Niełatwo uchwycić duszę uwolnioną z rozkładu. Przeszkadzają stosy martwych i wypielęgnowanych ciał. Doskonale ufryzowane cipy, penisy nabrzmiałe od sterydów i implantów. Zbyt pożywna jest karma, mączka tucząca ludzkie bydło. Za dużo jest na rynku mięsa. Za dużo gazów. Anihilacja tuczy zwierzę. Wciąż prężne i z maczugą. Tej wełny ci u nas dodatek. Mnogość teorii ekonomicznych sprowadza się do jednego modelu. Prokreacja powiela nudę. Na melancholię łapią się nieliczni bankruci. Starczy, półki są pełne, makarony zapisują encyklopedię. Kolorowe papugi powtarzają etruskie słowa.

Rzadka gołębia kupa spadła w otchłań wody. Żniwiarz ominął alert i pojawił się niezauważalnie. Zawirusował system, podciął ptaszynie skrzydełka. Informacja wygenerowała energię przetworzoną w informację. Ptak nie wrócił, bo nie było lądu. Czas opuścić arkę, pomyślał Noe.

 

1

 

Partia szachowa miedzy Orwellem i Huxleyem zmierza do pata, choć trudno przewidzieć skutek gambitu binarnej taktyki z Folwarku zwierzęcego. Drony latają, piętrzą się satelity, system Echelon opuścił hollywoodzkie scenariusze, a terroryści opanowali fora gier Nintendo. Przewaga Huxleya wydaje się tyleż ugruntowana, co pozorna. Zręcznie rozgrywa partię pionami, ale brakuje mu przewagi w figurach. Huxleyowski niewolnik jest już kompletny, a nawet świadomy swego zniewolenia, choć wobec całkiem obojętny i bezradny. Satysfakcja płynąca z wulgarnego hedonizmu jest zarówno rentą i jedyną aspiracją. Obrazkowa kultura emocji na poziomie instynktów podnieca zmysły, a tożsamość  masy zatomizowanych jednostek kreuje wyłącznie konsumpcyjny egoizm. W cyfrowej statystyce anonimowego zasobu ludzkiego, to narcyzm daje jednostce pozór indywidualności i samostanowienia. Wycena usieciowanego na globalnym rynku niewolnika stanowi o jego osobistym komforcie, ale kogo obchodzą ustalone reguły ruchu pionków na szachownicy. Z boku, pomiędzy różnicą czasu na szachowych zegarach graczy, mutuje kwantowy wymiar osobliwości. Reguły gry zostają zawieszone na czas pomiędzy kolejnymi posunięciami. W użycie wchodzi interpretacja z potocznych dekonstrukcji McLuhana, Postmana, Baudrillarda i reszty klasyków fizyki, w której upuszczony przedmiot spada. Ale nikt już w to nie wierzy. Niemożność ustalenia położenia przedmiotu jest nieważna, gdy do pomiarów zabrakło samego podmiotu. Informacja płynie przeć sieć i mózgi mocą samej przepustowości i tylko zator jest wątłym węzłem możliwej jeszcze komunikacji. Konflikt formułuje znikomy obraz, zabarwia piksele wyrazistością rzeczy. Złowiony fakt podlega zwyczajowej obróbce. Obudowany narracjami przekształca się w interpretacje. Interpretacja podnosi ciśnienie emocji, emocja kreuje potrzeby instynktu. Instynkt redukuje się do popędu. Popęd stawia pikselową kropkę. Obieg się zamyka, obraz się wyłania. Pion na szachownicy został przesunięty. Gracza nie ma. Sędziwy Miłosz unosi krzaczaste brwi i domyka swój esej „Seks dostarczony”, zadowolony z faktu, że jego katolickie obciążenie wielowiekowego sekowania seksualności procentuje trzeźwością osądu w transcendentalnej duszy. Jezus jako pierwszy użył sloganu „środek jest przekazem” i sam nigdy nie istniejąc stał się najważniejszą symboliczną figurą Zachodu. Jego medialną symulakrą z końcówką rodzaju męskiego, niby lustrzane odbicie rzeczownika Elohim. Wyobrażony mit ukształtował kulturę, w której mit jest ważniejszy od rzeczywistości, a rzeczywistość kształtuje mity. Podrzędne, nadrzędne, formalne, strukturalne. Język obudował treść pierwszego medium: arki przymierza; zakopanej głęboko pod wieżą Babel. Sprzedaż routerów napędza gospodarkę, Michał Anioł jako pierwszy spieniężył impuls w Stworzeniu Adama. Joyce sformatował transmisję danych, a Golem stoi na czele Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Lem, na spółkę z Henry Fordem, opatentowali pas transmisyjny: „Nikt nic nie czyta, a jeśli czyta, to nic nie rozumie, a jeśli nawet rozumie, to nic nie pamięta”. Alvin Toffler wyliczył stawki godzinowe pracy na trzy zmiany. Einstein zmarł nie rozumiejąc, że Bóg gra w kości rzucone przez Juliusza Cezara. Oppenheimer rozszczepił jądro atomu, konsolidując  masy w anachronizmie z teorii socjologicznej, a historia zadała Marxowi najboleśniejszy cios. Wszystko to wybija się elektroniczną czcionką w tytule dowolnego newsa, by ostatecznie domknąć galaktykę Gutenberga. Osobowa jedynka przeszła w zero i uzupełniła ciąg numeryczny. HAL 9000 dopisał pointę, kiedy uzależnił się od pornografii, a Kasparowowi do pokonania Putina zabrało zwycięstwa nad Deep Blue II – to Zuckerberg i Gates siłują się nad figurą gońca. Usystematyzowany chaos nobilituje logikę do rangi irracjonalnego przesądu, jakby Sziwa mrugnął okiem, więc fizycy piszą koany i ogłaszają sofizmaty. Na instagramie nieśmiała Gosia odważyła się opublikować zdjęcie swojej cipki. Allah ustawia domki w Salonikach na planszy Eurobuissnesu, Anja Rubik wpłynęła na wartość akcji TVN – u. Koniec partii. W meczu pomiędzy Orwellem i Huxleyem wciąż remis. Trwa analiza rozgrywki. Podczas spotkania doszło do rzadkiego posunięcia: bicia w przeskoku.


  • RSS